Powered By Blogger

piątek, 6 stycznia 2012

Niepełnosprawność i siła ludzkiej woli

A teraz coś do przeczytania, ale nie związanego osobiście ze mną. Jednak umieszczam ten artykuł, bo uważam, że jest mądry i daje dużo do myślenia. W pewnym sensie jest pośrednio związany z tym, jak ja patrzę na świat i osoby, które również są dotknięte różnymi chorobami. 

    Artykuł mówi o ważnym problemie, który do dzisiejszego dnia jest niezrozumiały przez  wiele warstw społecznych. Niestabilność lub niemożność samorealizacji powinna być głównym zagadnieniem w dzisiejszych czasach.

Pojęcie niepełnosprawności jest wszystkim znane, bo żyjąc w społeczeństwie nie ma takiej możliwości, aby ktoś nie widział  jakieś osoby chorej-niepełnosprawnej. Jednak wielu z Nas nie potrafi zrozumieć ludzi dotkniętych określoną chorobą. Być niepełnosprawnym to nie tylko oznacza nie możność sprawnego poruszania się po świecie na wózku inwalidzkim, czy o kulach. Osoby dotknięte są wieloma różnymi zaburzeniami, które w znacznym stopniu utrudniają im prawidłowe funkcjonowanie, nie tylko w sferze fizycznej, ale także psychicznej. Zwróćmy uwagę na pewien przypadek:

Młoda dziewczyna, lat 16 doznała poważnego urazu głowy. Z licznych badań radiologicznych wykazano, że osoba doznała urazu mózgu, a co za tym szło, okazało się, że młoda dziewczyna nie może normalnie się poruszać, ani mówić, ma szerokie objawy zaburzeń psychicznych, które są bardzo ciężkie do wyleczenia metodą farmakologiczną.

Zadajmy sobie pytanie: czy taka osoba, która ma liczne zaburzenia psychiczne oraz  brak możliwości swobodnego poruszania się po świecie jest tak samo niepełnosprawna jak osoba, która ma chorobę natury fizycznej, gdzie nie może się poruszać o własnych siłach? Otóż, nie ma tutaj żadnej różnicy pomiędzy tymi dwoma przypadkami, a Nasza świadomość cierpienia tych dwu  różnych osób powinna być taka sama. Jest wielu ludzi, którzy uważają, że człowiek mający problemy jedynie natury psychicznej powinien „wziąć się  w garść” i nie myśleć o  tak zwanych „głupotach”, jak to nie raz się słyszy w społeczeństwie zarówno od ludzi młodych jak i tych starszych. Uważam, że wynika to z faktu, że dane osoby nie mają pojęcia o tym, co osoby niepełnosprawne czują, co myślą, jaki jest ich świat, zarówno tzn., który kreują w sobie, jak i ten, którego prezentują na zewnątrz, wyrażając swoje emocje. Nie raz osoby dotknięte samotnością, brakiem woli życia, walki o siebie nie wiedzą, do kogo się zwrócić. Czują się odrzucone. Oczywiście istnieje wiele portali społecznościowych, fora depresyjne i inne, gdzie można uzyskać wsparcie psychiczne w walce z chorobą. Jednak nie każdy z takiej instytucji internetowej korzysta. Wynika to głównie z faktu, iż niektórzy nie mają zaufania do ludzi, albo mając silną depresję nie mają nawet ochoty siedzieć przed Internetem. Jeszcze jednym ważnym aspektem jest budowanie w sobie silnej woli do kreatywnego działania. Tutaj sytuacja się komplikuje, ponieważ  inaczej jest z ludźmi dotkniętymi chorobą fizyczną, aniżeli tych osób, które cierpią na chorobę psychiczną, chociaż zależy to w tym momencie od każdego z Nas, a dokładniej-od stopnia zaawansowania choroby. Wiadomo, że osoby, które mając głęboką depresję, nie mają  żadnej mobilizacji, nawet do tego żeby wstać z łóżka, umyć się, czy też robić to, na co mieli ochotę przed chorobą, to silna wola jest jakby  przymglona i nic nie znaczy dla chorego. Natomiast u osób dotkniętych chorobą fizyczną, jak na przykład niemożnością chodzenia, to tutaj podstawową rzeczą jest to czy  taka osoba ma  silną psychikę, samozaparcie i czy dąży do budowania swojego zewnętrznego świata. Jednak nie jest to proste w żadnym wypadku, ponieważ osoba ciężko chora fizycznie może być zrezygnowana i tym samym wycofać się z życia społecznego ze względu na to, że nie może w tym wypadku samodzielnie egzystować. Być niepełnosprawnym to nie tylko oznacza chorobę, ale także jest to wielka zmiana wewnętrznego świata człowieka, jego emocji, myślenia jak i osobowości. Aby kreować swój świat, osoba niepełnosprawna musi mieć silną wolę walki o siebie a co najważniejsze powinna zrozumieć swoją chorobę, jej mechanizmy i możliwości, jakimi predysponują

Jak sobie poradzić?

Hmm... to akurat nie jest najprostsze pytanie. Każdy z nas jest inny i indywidualnie podchodzi do swojej odmienności. Ja mogę jedynie wypowiedzieć się na temat tego, co sama przechodzę, ale nigdy nie będę miała prawa mówić za innych - zachęcam więc do pisania.
    Jak sobie radzę? Teraz jestem już dorosłą osobą i inaczej to wszystko traktuję, ale jako dziecko było ciężej. Chciałam wyjść na dwór i bawić się z innymi dziećmi. Jednak zdarzały się sytuacje, że szybko wracałam do domu i udawałam, że rozbolał mnie brzuch, a tak naprawdę któreś z dzieciaków po prostu zaczęło ze mnie drwić. Nigdy nie płakałam przy rówieśnikach, nie pokazywałam tego jak jest mi przykro. Za to później płakałam w kącie, w domowym zaciszu. Dusiłam w sobie negatywne emocje, nie lubiłam się żalić... mimo że byłam dzieckiem, wiedziałam, że mój płacz nic nie zmieni, bo taka się urodziłam i taka pozostanę. Co prawda przeszłam kilka operacji, każdy z tą wadą przechodzi choć dwie - ja miałam ich 6, plus jedna na wyrostek;) ale to mniej ważne. Tak więc, będąc małą dziewczynką nie potrafiłam sobie z tym radzić inaczej, jak tylko zamknąć się w pokoju i płakać... Rozładowywałam smutek i ból, a następnie udawałam, że wszystko jest w porządku. Rodzice przeważnie nie wiedzieli nawet, że płakałam... Może to i nie najlepsze rozwiązanie, bo przez lata kumulowały mi się te negatywne emocje, niczego nie mówiłam, nigdy nie narzekałam, jednak nadszedł moment, w którym byłam już zbyt słaba, aby dalej to w sobie skrywać. Udawałam wiele razy, że jestem chora, że coś mnie boli, żeby tylko nie pójść do szkoły. Opanowałam sztukę udawania różnych chorób do perfekcji, więc mama często pozwalała mi zostać w domu. Jaki był tego efekt? Coraz mniej znajomych, opuściłam się w nauce - bo jak mieć dobre oceny kiedy nie chodzi się do szkoły, prawda? Ale wtedy to nie było dla mnie ważne... Żyłam w tak ogromnym strachu przed pokazywaniem się ludziom, że najważniejsze dla mnie było to, żeby nikt mnie nie widział. Miałam w głowie zakodowane, że jak wyjdę, to na pewno ktoś będzie się ze mnie śmiał.
       Teraz jest inaczej... Jestem jaka jestem i jeżeli ktoś to akceptuje, to bardzo się z tego cieszę, ale jeżeli nie - trudno, świat się przecież nie zawali:) Nikogo na siłę do siebie przekonywać nie muszę. Nadal jestem w trakcie leczenia. Czekam na kolejne operacje - prawdopodobnie jeszcze 3. Dam radę.
Próbuję sobie tłumaczyć, że nic nie różni mnie od innych. Poza tym, że mam mankament urody, który mnie szpeci wszystko inne jest w jak najlepszym porządku. Są różne kosmetyki, które naprawdę pomagają choć trochę zatuszować "niedoskonałości" i choć wiem, że akurat mojej nie da się do końca zakryć, to i tak żyję z przekonaniem, że to nie może mi w niczym przeszkodzić. Ani mi, ani nikomu z was, kto także boryka się ze swoim wyglądem nic nie stoi na przeszkodzie... a ludzie, którzy się śmieją? A niech się śmieją:) Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Nie będziemy przecież tak jak ja kiedyś zamykać się w domu, bo ktoś tam powiedział to czy tamto. Mamy takie samo prawo do zabawy, szczęścia, spacerów i najróżniejszych rzeczy na jakie tylko mamy ochotę jak każdy. Bardzo bym chciała, żebyście wylewali swoje żale, wątpliwości i problemu, bo jeżeli nie będzie się o tym rozmawiać, to nigdy się tego nie przezwycięży. Obiecuję, że w miarę możliwości postaram się porozmawiać i pomóc.

Sztuka samoakceptacji

Z własnego doświadczenia wiem, że jeżeli sami nie zaakceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy, to nasze kontakty z innymi ludźmi będą coraz słabsze, a w najgorszym przypadku odetniemy się od świata całkowicie, a otwierać będziemy się tylko wtedy, kiedy będzie to konieczne. Brak akceptacji samego siebie jest bardzo poważnym problemem i powinniśmy z tym walczyć. Nie mówię, że osoba, która dzisiaj nie wierzy w siebie, jutro zacznie przebywać wśród tłumu ludzi bądź będzie duszą towarzystwa - to jest niemożliwe. A źródło tego problemu leży głęboko w naszej psychice...
   Sama przez to przeszłam i uwierzcie mi - nie łatwo się pozbierać i uwierzyć w siebie, kiedy nie widzi się w innych wsparcia. Każda sytuacja w której musiałam poznać nową, całkiem obcą mi osobę była dla mnie wręcz paraliżująca. Sama myśl o tym, że mam wyjść z domu i pójść na imprezę budziła we mnie tak ogromny strach przed tym, że znowu ktoś będzie mnie wytykał palcami i śmiał się z mojego wyglądu, że wolałam nie iść i stracić dobrą zabawę... Zostawałam w domu, bo bałam się odrzucenia.

    Założyłam tego bloga, żeby nikt nie musiał przechodzić przez to samo, co spotykało mnie. Wiem, że życie nie jest proste i nie raz może się przytrafić, że ktoś z nas zadrwi, a jeżeli mamy jakiś defekt, rusza nas to jeszcze bardziej. Samo to, że różnimy się od rówieśników wzbudza w nas poczucie, że jesteśmy gorsi, brzydcy, nieatrakcyjni. Ale nie jest tak! W czym jesteśmy gorsi? W niczym:) Uwierzmy w siebie!

Skąd pomysł na bloga o takiej tematyce?

Odpowiedź jest prosta - z życia...
Urodziłam się z pewną wadą, która zawsze odróżniała mnie pod względem wyglądu od innych. Kiedy tylko zaczęłam dostrzegać, że różnię się od swoich rówieśników i nie rzadko spotykało mnie wiele przykrości z tego powodu zamykałam się powoli w sobie... Do szkoły trzeba było chodzić, więc nie uniknęłam kontaktu z ludźmi. Najgorszym okresem były czasy szkoły podstawowej i gimnazjum. Dzieciaki chcą się wtedy popisać przed pozostałymi i niestety wykorzystują przy tym Twoją odmienność, ośmieszając Ciebie i  przy tym bardzo raniąc. Myślą, że wtedy są fajniejsi i silniejsi od Ciebie, czują że mają przewagę i "nikt im nie podskoczy".
     Czy ktoś z Was był kiedyś w takiej sytuacji? Jeżeli tak to nie muszę tłumaczyć jakie to okropne uczucie... Jeżeli chcecie podzielić się własnymi doświadczeniami - zapraszam serdecznie. Przede wszystkim ważne jest to, jak sobie z takimi sytuacjami radzić:) Nie chodzi tu o to, aby użalać się nad sobą, wręcz przeciwnie - powinniśmy pomagać sobie nawzajem, a dzięki temu może ktoś skorzysta i nauczy się ignorować zachowania innych.

   Wspomniałam że lata szkoły podstawowej i gimnazjum były najcięższe. Jednak teraz, kiedy mam już 22 lata, nadal zdarzają się nieprzyjemne sytuacje. Rzadziej, ale to nie znaczy że są mniej bolesne. Jak sobie radzę? Powtarzam sobie słowa mojej mamy "To, że ktoś się śmieje z tego co Ciebie spotkało nie świadczy o tym jaka jesteś, lecz o nietolerancji, niezrozumieniu i głupocie tej drugiej osoby." Taka jest prawda... Ludzie nie myślą czasami o tym co i w jaki sposób mówią, czasami po prostu dla żartu naśmiewają się z Ciebie. Niestety nie mają wtedy świadomości, że w przyszłości ich też może spotkać coś, co zmieni ich wygląd, oszpeci... bądź po prostu urodzi im się dziecko z wadą, z której oni kiedyś się wyśmiewali - czego nie życzę najgorszemu wrogowi. Chcę przez to powiedzieć, że tak naprawdę wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że słowami może kogoś bardzo zranić, ale to też kwestia nietolerancji, jaka panuje wśród społeczeństwa.

czwartek, 5 stycznia 2012

Wstęp

"Łabędziem być"... Czy te słowa nie kojarzą Nam się z bajką o brzydkim kaczątku, które na koniec okazuje się być pięknym łabędziem? Ta strona jest poświęcona dla wszystkich tych, którzy czują się odrzuceni, niedoceniani, bądź po prostu nieatrakcyjni. Może wspólnymi siłami uda nam się opanować sztukę samoakceptacji, która jest niezwykle trudna, ale kiedy już ją opanujemy zyskamy szczęście... Bo co innego przyniesie nam takie szczęście, jak akceptacja samego siebie niezależnie od tego jakim się jest?

Oceniano Cię czasem tylko po wyglądzie? Żartowano lub śmiano się wprost z tego, jak wyglądasz? Wiem, jakie to uczucie i rozumiem jak w takich sytuacjach można się czuć... Ale trzeba być silnym i ignorować takie zachowania. Jednak jest to bardzo trudne i zdaje sobie z tego sprawę, dlatego zapraszam wszystkich, którzy chcą sobie z tym poradzić:)